Rozdział
II
„Ucieczka”
Siedząc w fotelu wznoszącego się samolotu Maria rozmyślała o
tym, co zostawia za sobą i o tym, co może ją czekać. To pierwsze
sprawiło,że zakręciły jej się w oczach łzy. Pomyślała o
Marku, kochanym, zawsze pewnym, czasem czułym. Wielkim dziecku,które
kochała na równi z rodzoną dwójką. Myślała o Majce
i Maćku, jak zareagują, czy będą tęsknić. Myślała o tym, jak
wyglądało jej życie przez ostatnie dziesięć lat. Nie żałowała
niczego,broń Boże. Miała dwójkę zdrowych,mądrych dzieci,
męża, który pracował w rozsądnych godzinach i potrafił
utrzymać rodzinę i dodatkową pracę, która pozwoliła jej
zebrać całkiem niezłe „zaskórniaki”. A jednak czegoś w
tym życiu zbrakło, coś potoczyło się w nieodpowiednim kierunku.
W pewnym momencie przestała być Marią, stała się Panią
Kwiatkowską. Żoną swojego męża, towarzyszącą mu na firmowych
imprezach. Mamą Mai i Maciusia, udzielającą się w klasowych
trójkach, zbierającą fundusze na wyjścia do teatru i po
nocach szyjącą stroje dla gromady z kółka teatralnego. A
gdzie do cholery była Maria?? Z każdym rokiem małżeństwa
znikała, wtapiała się w tło. Nie było już zalotnych spojrzeń,
krótkich spódniczek i imprez do rana. Były pieluchy,
potem zebrania, spacerki. Niekończąca się pętla rutyny, coraz
ciaśniej zaciskająca się wokół szyi, aż zaczynało
brakować powietrza. Gdzieś w labiryncie spraw ważnych i bardziej
ważnych zgubiła samą siebie. Zapomniała, kim chciała być, co
osiągnąć. Marzenia spakowała na dno szuflady, pod bawełnianymi
majtkami. Dzisiaj czuła się jak poczwarka wydobywająca się z
kokonu. Przebicie się przez powłokę jaką uwiła sobie sama przez
te lata nie było łatwe. Silne więzy przyzwyczajeń trzymały
mocno. Nie wiedziała, czemu akurat dzisiaj poczuła się na tyle
silna, by je rozerwać. Wiedziała natomiast, że czuje się jak
motyl tuż po wykluciu – kruchy i delikatny a jednocześnie świeży
i pełen życia. Miała nadzieję, że jej nowe życie potrwa dłużej
niż to motyle..
Myśląc o przyszłości Maria widziała na razie białą, czystą
kartkę. Chciała na niej napisać życie od nowa, jak rozdział
książki albo tekst reklamy. Chciała wykreślić ze swojej twarzy
smutek i zmęczenie i zapisać na niej nowe, ekscytujące przygody.
Bilet do Gdańska kupiła w ostatniej chwili, sporo przepłacając.
Ale nie patrzyła na koszt. Nowe życie było warte każdej ceny.
Maria szybko stłumiła ukłucie bólu na myśl o porzuconych
maluchach łykiem darmowej whiskey serwowanej na pokładzie.
Uśmiechem podziękowała stewardesie i odwróciła twarz do
okna. Patrzyła z radością jak ziemia oddala się coraz bardziej i
krajobraz pochłaniają chmury. Takie same zasłaniały powoli jej
smutne myśli, aż poczuła się jak otulona watą i lekka niczym
piórko na wietrze. Maria postanowiła, że od tej pory sama
będzie tym wiatrem kierować.
Pierwszy przystanek nowego życia – Gdańsk – to było miasto z
jej młodzieńczych marzeń. Maria do tej pory pamiętała jedyną
wycieczkę do tego miasta, w którym zachwyciło ją wtedy
wszystko. Gorące plaże, klimatyczne uliczki pełne kamieniczek i
życzliwość na twarzach mieszkańców. Może i jej
wyobrażenia były wyidealizowane a wspomnienia zatarte czasem, ale
tęsknota do tego miasta tkwiła w niej od dawna. Już czuła w
nozdrzach zapach morskiej soli i słyszała krzyki mew. Czuła
wibrującą pod skórą ekscytację, jak małe dziecko, które
z nosem przylepionym do szyby wypatruje pierwszej gwiazdki i zaprzęgu
Świętego Mikołaja. W myślach zrywała szeleszczący papier
odkrywając długo wyczekiwany, wymarzony prezent – nowe życie.
„Jeden dzień, jedna chwila.” - myślała - „Mam tylko jedno,
jedyne życie i chcę by było moje własne. Mam prawo! Mam prawo być
egoistką..”
Samolot unosił się lekko, za oknami widać było tylko bezmiar
przestrzeni. Maria zamknęła oczy i z lekkim uśmiechem na twarzy
zapadła w podniebną drzemkę. Wybudziło ją delikatne potrząsanie
za ramię.
- Proszę Pani zaraz lądujemy, proszę się przygotować – oznajmiła stewardessa.
- Dziękuję, dziękuję bardzo – nieprzytomnie odpowiedziała Maria.
Przez moment usiłowała sobie przypomnieć gdzie jest i co tutaj
robi. Poczuła lekką panikę, aż wróciły do niej
wspomnienia poranka. Odetchnęła głęboko kilka razy i spojrzała
na miasto za oknami. Gdańsk witał ją deszczem ale dla niej wydał
się piękny niczym Majorka. To był jej cel. Wylądowała.
Fajne :) Ciekawie się zaczyna, bo rzadko która kobieta byłaby w stanie tak postąpić.
OdpowiedzUsuńRozbudziłaś moją ciekawość. Czekam na kontynuację.
OdpowiedzUsuńJestem matką i żoną i sie zastanawiam jak bardzo trzeba mieć narobione w glowie zeby tak postąpić. Egoistka to za mało. Jak znajdę odpowiednie słowo to dam znać. Lubię wartką akcję ale tutaj dzieje się jakby za szybko. Chciałabym tez wiedzieć trochę więcej o tej kobiecie - do mnie to że w starym dresie odprowadza dzieci (mogla przeciez ubrac te swoje szpilki) i jeszcze parę "wydarzeń" z jednego poranka to za maly motyw by tak podstąpić. Z jednej strony kobieta totalnie uległa i poddającą sie szarej rzeczywistości i nagle pstryk, staje przed nami odważna, elegancka kobieta. Trochę się podirytowałam ale czytało mi się dobrze.
OdpowiedzUsuń